Z obrad-Przemawiają każdy w swoim
artykuły dla psów |Agroturystyka Pomorze Gdańskie |hurtownia kosmetyczna
„Z obrad
Przemawiają każdy w swoim języku (tylko Rumun, przystojny, z chusteczką w kieszonce, odczytał tekst po francusku) i na ogół z kartek. Ponieważ nic sobie nie przygotowałem, będę improwizował. Krótka narada z tłumaczką. Razem wychodzimy na trybunę, nogi mnie znowu słabo niosą — uśmiech, ukłon, uśmiech. Po chwili brzmi mój polski język, dziwnie dobitnie, jakby z przyciskiem, i od razu mam wrażenie, znane mi już zresztą, że polszczyzna mówiona głośno wybija się klockowatym stukotem, jak meble z ciężkiego drzewa, trochę skrzypiące, lecz gięte, z zakręconymi poręczami. Te poręcze to bardzo istotne. Później przy kolacji Oscar Davićo mi powiedział, że nie wie, o czym mówiłem, ale z przyjemnością słuchał moich ę i ą jedyny słowiański język, który zachował nosowe samogłoski. W każdym razie znów stwierdzam to samo co zawsze, ilekroć zabieram głos po polsku w sali, w której przeważają obce języki, że fonetyka polszczyzny ma swoją odrębną siłę wyrazu, szorstką, niewdzięczną, ale niczym nie spieszczaną żadnych czarów, żadnej śpiewności. Bo te nosowe zakrętasy są tu czymś zgoła innym, raczej ideowym, pryncypialnym szczęście... bęben... męstwo... wąż... — owe krągłe, głębokie podźwięki samogłosek pedałują znaczenie, w samym słowie, w środku, tkwi jego semantyczny rezonans, wepchnięty przydechem do wnętrza. A przy tym rzeczowość tej mowy. Nie skrzętnie prostacza, jak w niektórych innych słowiańskich językach, lecz prawnoetyczna, zrodzona bodaj w epoce statutów, odgradzająca słowa od słów jak causae iuris. W dobrej polszczyźnie niełatwo być retorykiem lub dydaktą, język niesie opornie w tę stronę, w jego“(9)
hotel konferencje |opalanie natryskowe |książki audio
„Z obrad
Przemawiają każdy w swoim języku (tylko Rumun, przystojny, z chusteczką w kieszonce, odczytał tekst po francusku) i na ogół z kartek. Ponieważ nic sobie nie przygotowałem, będę improwizował. Krótka narada z tłumaczką. Razem wychodzimy na trybunę, nogi mnie znowu słabo niosą — uśmiech, ukłon, uśmiech. Po chwili brzmi mój polski język, dziwnie dobitnie, jakby z przyciskiem, i od razu mam wrażenie, znane mi już zresztą, że polszczyzna mówiona głośno wybija się klockowatym stukotem, jak meble z ciężkiego drzewa, trochę skrzypiące, lecz gięte, z zakręconymi poręczami. Te poręcze to bardzo istotne. Później przy kolacji Oscar Davićo mi powiedział, że nie wie, o czym mówiłem, ale z przyjemnością słuchał moich ę i ą jedyny słowiański język, który zachował nosowe samogłoski. W każdym razie znów stwierdzam to samo co zawsze, ilekroć zabieram głos po polsku w sali, w której przeważają obce języki, że fonetyka polszczyzny ma swoją odrębną siłę wyrazu, szorstką, niewdzięczną, ale niczym nie spieszczaną żadnych czarów, żadnej śpiewności. Bo te nosowe zakrętasy są tu czymś zgoła innym, raczej ideowym, pryncypialnym szczęście... bęben... męstwo... wąż... — owe krągłe, głębokie podźwięki samogłosek pedałują znaczenie, w samym słowie, w środku, tkwi jego semantyczny rezonans, wepchnięty przydechem do wnętrza. A przy tym rzeczowość tej mowy. Nie skrzętnie prostacza, jak w niektórych innych słowiańskich językach, lecz prawnoetyczna, zrodzona bodaj w epoce statutów, odgradzająca słowa od słów jak causae iuris. W dobrej polszczyźnie niełatwo być retorykiem lub dydaktą, język niesie opornie w tę stronę, w jego“(9)
hotel konferencje |opalanie natryskowe |książki audio